Jak oceniasz stopień swojego zaawansowania w fotografii?
 
nowa prezentacja

Reklama
Reklama

Medialne sukcesy vs. spokojne życie

Opowieści dziwnej treści
fotografia - polityka
Ciąg dalszy artykułu Na początku był... BIG BROTHER
 
Big Brother się skończył. Odrzuciłem propozycję pracy przy trzeciej edycji, ale nie zamierzałem porzucić pracy fotoreporterskiej. Przy pracy z BB poznałem fotografów z Polskiej Agencji Fotografów Forum. Bardzo mi imponowali. Robili świetne zdjęcia i nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Chciałem być taki jak oni i robić zdjęcia dla Forum, ale sądziłem, że to za wysokie progi na moje nogi. Kiedyś jednak, gdy zamierzałem szukać dla siebie miejsca w jakiejś agencji fotograficznej, zebrałem odwagę i umówiłem się na spotkanie właśnie tam. Zostałem przyjęty w zasadzie bez żadnych problemów. Od tamtej pory wierzę trochę bardziej w swoje możliwości i umiejętności Uśmiech

Pracując dla Forum fotografowałem czasami demonstracje i podczas jednej z nich pewna grupa młodych, krótko ostrzyżonych chłopców bardzo nie chciała, żebym swobodnie robił to, co do mnie należało. Przydały mi się wtedy umiejętności Tai Chi. Gdy biegł do mnie jeden z "ochroniarzy" zwinnym, wyćwiczonym ruchem zmieniłem tor jego lotu zostawiając go za swoimi plecami. Zanim się zorientował, że minął cel, ja zrobiłem już zdjęcia. Gdy znów zasłonił mi widok, a ja zorientowałem się co zrobiłem (bo na początku chyba nie do końca byłem tego świadomy) wybuchnąłem śmiechem. Z uprzejmym wyrazem twarzy stwierdziłem "Już zrobiłem. I co?". Młodzieniec zbaraniał, a ja spokojnie odszedłem.

To jedna z moich ulubionych okołofotograficznych opowieści. Na tej demonstracji, jeszcze przed opisaną sytuacją udało mi się zrobić zdjęcie, które stało się moim pierwszym dużym fotoreporterskim sukcesem. Mało komu udało się zrobić takie zdjęcie, żeby znalazło się na rozkładówce w tygodniku Wprost. Jednak to był trochę sukces przez zaciśnięte zęby. Pierwszą swoją tak dużą publikacje powinno się powiesić oprawioną w ramki w domu. No ale powiesić na ścianie zdjęcie Romana Giertycha to lekka przesada Uśmiech


fotografia - wprost



To nie był jedyny duży sukces. Dorobiłem się także okładki w Polityce. W zasadzie to była tylko połowa okładki, ale i tak byłem dumny. O tej publikacji dowiedziałem się dosyć niespodziewanie. W prasie ukazuje się co najmniej kilka moich zdjęć w miesiącu i nie sposób ich wyśledzić. Raport o publikacjach dostaję z agencji ze sporym opóźnieniem i nawet tych zdjęć później nie szukam. Tym razem jednak o okładce dowiedziałem się bardzo szybko. Jechałem wieczorem tramwajem i na przystanku w podświetlanym kasetonie wisiała reklama Polityki. W pierwszym momencie zdębiałem. Wygląda jak moje, ale czy na pewno? Wysiadłem na następnym przystanku i pobiegłem na pobliską stację benzynową. Złapałem egzemplarz Polityki i szybko wyszukałem informację o autorach zdjęć. Zdjęcie Wojciecha Smarzowskiego, zrobione na planie filmu Wesele było podpisane moim nazwiskiem. Kupiłem dwa egzemplarze z trudem powstrzymując się od skakania z radości.


fotografia - polityka



Dużych publikacji dorobiłem się jeszcze kilku a małych nie potrafię już policzyć. Zrezygnowałem jednak z pracy jako fotoreporter. Ktoś przypomniał mi, że kiedyś fotografowałem mniej komercyjnie i fajniej i zatęskniłem za tym. Udało mi się wrócić do spokojnego fotografowania i bardzo się z tego cieszę. Nie wyrzekłem się jednak fotografowania zawodowo. Robię to nadal i nie zamierzam przestać. Praca z pasją to ogromny dar.
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież