Spotkanie z Nikiforem
| Opowieści dziwnej treści |
To było w czasie, gdy bardzo intensywnie fotografowałem dla agencji fotograficznej. Wstałem niezbyt wcześnie i jak zwykle zacząłem od przeglądu wiadomości internetowych w poszukiwaniu zapowiedzi wydarzeń. Tego dnia akurat nie miałem jeszcze żadnego zaplanowanego tematu. Zadzwonił telefon. Odebrałem szybko, widząc na wyświetlaczu, że dzwoni dyrektor mojej agencji. "Masz jakieś plany na dziś?" spytał głos w słuchawce. "Niespecjalnie" odparłem. "O 12 pod Zachętą jest ostatni klaps filmowy jakiegoś filmu, chyba o Nikiforze, a potem konferencja prasowa. Pojedziesz?". Szybka kawa i śniadanie i trzeba lecieć.Dotarłem na miejsce przed czasem, jednak już była tam spora grupa fotoreporterów. Byli skłębieni w jednym miejscu, co znaczyło, że tam coś się dzieje. Szybko wyjąłem z torby aparat i wcisnąłem się między kolegów po fachu. Na krześle siedziała jakaś starsza nieogolona osoba z wąsikiem. Podobnie jak wszyscy, zacząłem jej robić zdjęcia. Skoro wszyscy to robią, to chyba warto. Po głowie jednak wciąż chodziła mi niespokojna myśl: "Skąd ja znam tego starego, brzydkiego faceta?". Ktoś nagle podszedł do aktora i powiedział "Pani Krystyno, zaczynamy". Zbaraniałem. To była Krystyna Feldman.

Rozpoczęło się nagranie ostatnich zdjęć do filmu Nikifor. Musiałem się skupić, żeby dobrze wykonać swoją robotę. W duchu dziękowałem sobie, że nie spytałem, co to za facet, tylko od razu zabrałem się za fotografowanie. Ostatni klaps filmowy potrwał kilka chwil. Wszystko było gotowe wcześniej i kto wie, czy nie była to tylko pokazówka dla prasy. Po wszystkim zaproszono nas do lokalu pod Zachętą na konferencję. Tam miałem okazję przyjrzeć się aktorce dokładnie.

To był charakteryzacyjny majstersztyk. Oczywiście jedno z pierwszych pytań, zadanych przez dziennikarzy, dotyczyło męskiej roli i tego, jak się Pani Krystyna czuje z takim wyglądem. Konferencja przebiegała w bardzo wesołej atmosferze. Mimo słabego zdrowia, główna bohaterka rozbawiała wszystkich swoimi wypowiedziami.

Rola Nikifora Krynickiego była życiową rolą Krystyny Feldman. A ja zawsze z uśmiechem na twarzy wspominam dzień, kiedy ją poznałem. Mimo, że fotografowałem wiele znanych osób, już jej więcej nie spotkałem. Zmarła niespełna trzy lata później.





