Powiększenie - arcydzieło czy zwykła nuda?
| Fotografia w filmie |
Powiększenie Michelangelo Antonioniego pierwszy raz widzialem lata temu. I nie mialem najmniejszej ochoty do niego wracać. Poza kilkoma scenami, które mnie rozbawiły, film tem kompletnie do mnie nie przemówił. Przypomniałem sobie o nim dopiero jak tworzyłem listę filmów do omówienia w PoradnikuFotografa. Mimo, że to pozycja dla fotografów kultowa, to i tak zwlekalem z ponownym obejrzeniem tego dzieła.
Dlaczego zwlekalem ze swoją recenzją? To dla mnie zbyt ciężkie kino. Niby ciekawe sceny, perfekcyjne ujęcia, świetna muzyka Herbiego Hancocka, ale całość jakoś mi nie gra. Tak, wiem... Ważny jest przekaz tego filmu, to o czym opowiada pod fabułą... Ale to mnie nie grzeje. W całości film dla mnie wieje nudą. Może i narażę się teraz niejednemu maniakowi, ale zdania nie zmienię. No chyba, że... Obiecalem sobie, że zrobię do Powiększenia jeszcze jedno podjście z butelką dobrej whysky;) Może wtedy dostroję się do klimatu filmu w dostrzegę w nim coś więcej.
Mimo, że w całości filmu ze strawiłem, to jednak kilka scen w nim rozwaliło mnie kompletnie:) Poniżej trailer i dwie ze wspomnianych scen.
I jeszcze jedno. Nie przejmuj się tym, że nie zachwycam się tym filmem. Zobacz go koniecznie! Przecież to klasyka! :)





